http://skijumpinglover.blogspot.com/
Znajdują się tu opowiadania :)
Polecam zajrzeć :D
sobota, 27 lutego 2016
Rozdział I
- Młoda spakowałaś wszystko? - zapytał po raz piętnasty w ciągu tej
godziny Jake. Kuzyn przejmował się tym wyjazdem bardziej niż ja.
Obudziłam się jak zaczęliśmy lądować. Wzięliśmy to, co nasze i wyszliśmy z samolotu.
- Mam pytanie - odezwałam się - jak dostaniemy się na miejsce?
- Mamy tutaj mapę i zaznaczoną trasę. Powinniśmy trafić.
- Ostatnim razem, jak chciałeś nas wyprowadzić obok szkoły z lasu przy użyciu mapy, to wylądowaliśmy na jakiejś polanie i nikt nie wiedział jak wrócić - odezwał się Kuba. Uśmiechnęłam się na widok lekko zdenerwowanego Artura.
- Bo źle zaznaczyliście trasę. Jeżeli jesteś taki mądry, to masz, zaprowadź nas - podał mu zwiniętą mapę.
- Z wielką przyjemnością - odpowiedział.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak doprowadził nas do celu. Przed moimi oczami ukazała się skocznia. Nigdy wcześniej nie widziałam żadnej skoczni na żywo i ta zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Z tego co usłyszałam, mieliśmy udać się obok niej i czekać na rozmówców. Wszędzie było pełno śniegu i chłopacy nie omieszkali się nie porzucać. Dostając ze śnieżki również się do nich przyłączyłam. Nawet nie zauważyliśmy dwóch mężczyzn, którzy się nam przyglądali. Dopiero po odchrząknięciu któregoś z nich podeszliśmy bliżej.
- Dzień dobry. Widzę, że humory wam dopisują. Gotowi do poznania swoich nowych obowiązków? - odezwał się jako pierwszy w języku angielskim.
- Oczywiście, ale pozwoli pan, że przedstawię naszą koleżankę, z którą nie miał pan jeszcze okazji rozmawiać. To jest Julia.
- Dzień dobry - uścisnęłam jego dłoń. Posłał mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłam. - Chłopcy dużo mi o tobie mówili i dlatego zgodziłem się ciebie przyjąć.
- Dziękuję bardzo. A więc, co mamy robić?
- Nie będę tłumaczył od początku, bo wiem, że znacie podstawy i tak dalej. Otóż, potrzebuję czterech serwisantów i fizjoterapeuty. Możecie się naradzić i wybrać, kto chciałby być jednym bądź drugim.
Jednocześnie spojrzeliśmy na siebie. Zebraliśmy się w kółku i zaczęliśmy ustalać. Nie obyło się bez drobnych kłótni, ale w końcu doszliśmy do porozumienia.
- Ja, Kuba, Kamil i Julia będziemy serwisantami, a Artur zajmie się fizjoterapią.
- No to mamy ustalone. Mieszkacie w tym samym hotelu co my na 3 piętrze. Wynająłem wam dwie dwójki i jedynkę.
- A nie było czasami żadnej piątki?
- Niestety nie.
- Miałbym małą prośbę. Czy moglibyśmy spać w jednej dwójce? Zawsze mamy pokój wspólnie - poprosił najstarszy.
- Nie będzie wam niewygodnie?
- Ależ skąd.
- W takim razie zgoda.
Poszliśmy wszyscy do hotelu. W razie kłopotów mamy udać się na 5 piętro do naszego szefa. Weszliśmy do pokoju i od razu zabraliśmy się za rozpakowanie rzeczy. Przez cały czas miałam uśmiech na ustach. Byłam bardzo szczęśliwa. Zawsze marzyłam, aby zostać serwisantem, każdy z nas o tym marzył. Dlatego moi kumple nie mogli przegapić takiej okazji. Będę im za to wdzięczna do końca życia. Po wypakowaniu się, rozłożyliśmy śpiwory, które wzięliśmy na wszelki wypadek. Jak to mieliśmy w zwyczaju, ja spałam pośrodku. Spojrzałam na zegarek. 22:24.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. Jutro czeka nas trochę pracy i z tego, co słyszałam, musimy wcześnie wstać.
- Serwisanci muszą. Ja mogę nawet przyjść do pracy po południu.
- I to jest jedyny plus - walnęłam się ręką w głowę. Przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do kuzyna. Wyjęłam telefon z kieszeni i wystukałam sms do niego.
,, Wszystko w porządku. Po rozmowie. Idę spać. Dobranoc, śpij dobrze".
,, Cieszę się, słodkich snów".
- Dobrej nocy wam wszystkim.
- Dobrej - odpowiedzieliśmy chóralnie. Przewróciłam się na bok i zamknęłam oczy. Dopóki nie zasnęłam, rozmyślałam o jutrzejszym dniu i szansie, którą dostałam.
_______________________________________________________________________________
No i jest pierwszy rozdział. Dopiero zaczynam moją przygodę z pisaniem i prosiłabym was o szczere komentarze, co o tym sądzicie :)
- Tak mam wszystko. Spokojnie chłopie będziemy rozmawiać na Skype -
próbowałam go pocieszyć. Na nic się to jednak zdało. Był strasznie
smutny i wiem, że będzie tęsknić. Z resztą tak samo jak ja. - Dobra to powodzenia i
zadzwoń do mnie od razu jak znajdziesz się na miejscu - przytulił mnie
ostatni raz i odprowadził do drzwi, gdzie czekała już reszta ekipy.
Zebraliśmy swoje bagaże, wpakowaliśmy je do samochodu i ruszyliśmy w
stronę lotniska.
Po odprawie mogliśmy w końcu wejść do samolotu i zająć miejsca. Jak
zawsze usiadłam z Kamilem, a pozostali tuż przed nami. Czeka nas bardzo
długa droga. Lecimy do Niemiec, a dokładnie do Klingenthal. Mamy się tam
spotkać z trenerem reprezentacji Słowenii w skokach narciarskich, panem
Goranem Janusem, w sprawie pracy. Nie wiem dokładnie jakiej, ponieważ
tylko chłopacy z nim rozmawiali i wciągnęli mnie w to wszystko bez mojej
zgody, i jak sami powiedzieli, dowiem się wszystkiego na miejscu.
Usadowiłam się wygodnie. Chciałam zacząć czytać książkę, kiedy usłyszałam Kamila.
- Nie boicie się? Bo szczerze ja trochę.
- Wszystko pójdzie jak z płatka. Dostaniemy robotę i będziemy z dala od
domu i szkoły. Chyba nigdy nie mogło być lepiej - powiedział Kuba.
Optymista w każdym calu. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwej.
- I przyuczymy się trochę - dodał Kacper.
- Wierzę wam na słowo,
bo jeżeli nie wypali, osobiście was zabiję - do rozmowy dołączył się
Artur. Zastanawiałam się, dlaczego im tak na tym zależy.
- Dobra koniec gadania. Czas na wspólne selfie - siedzący najdalej
Kacper wziął telefon. Wyciągnął rękę do góry i zrobił zdjęcie naszej
piątce. Gdy gdzieś wyjeżdżamy, robienie zdjęć jest obowiązkowe.
- A teraz przepraszam, ja idę spać.
- Ja tak samo.
- To dobranoc wszystkim - przekręciłam głowę w prawą stronę i powoli usnęłam.Obudziłam się jak zaczęliśmy lądować. Wzięliśmy to, co nasze i wyszliśmy z samolotu.
- Mam pytanie - odezwałam się - jak dostaniemy się na miejsce?
- Mamy tutaj mapę i zaznaczoną trasę. Powinniśmy trafić.
- Ostatnim razem, jak chciałeś nas wyprowadzić obok szkoły z lasu przy użyciu mapy, to wylądowaliśmy na jakiejś polanie i nikt nie wiedział jak wrócić - odezwał się Kuba. Uśmiechnęłam się na widok lekko zdenerwowanego Artura.
- Bo źle zaznaczyliście trasę. Jeżeli jesteś taki mądry, to masz, zaprowadź nas - podał mu zwiniętą mapę.
- Z wielką przyjemnością - odpowiedział.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak doprowadził nas do celu. Przed moimi oczami ukazała się skocznia. Nigdy wcześniej nie widziałam żadnej skoczni na żywo i ta zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Z tego co usłyszałam, mieliśmy udać się obok niej i czekać na rozmówców. Wszędzie było pełno śniegu i chłopacy nie omieszkali się nie porzucać. Dostając ze śnieżki również się do nich przyłączyłam. Nawet nie zauważyliśmy dwóch mężczyzn, którzy się nam przyglądali. Dopiero po odchrząknięciu któregoś z nich podeszliśmy bliżej.
- Dzień dobry. Widzę, że humory wam dopisują. Gotowi do poznania swoich nowych obowiązków? - odezwał się jako pierwszy w języku angielskim.
- Oczywiście, ale pozwoli pan, że przedstawię naszą koleżankę, z którą nie miał pan jeszcze okazji rozmawiać. To jest Julia.
- Dzień dobry - uścisnęłam jego dłoń. Posłał mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłam. - Chłopcy dużo mi o tobie mówili i dlatego zgodziłem się ciebie przyjąć.
- Dziękuję bardzo. A więc, co mamy robić?
- Nie będę tłumaczył od początku, bo wiem, że znacie podstawy i tak dalej. Otóż, potrzebuję czterech serwisantów i fizjoterapeuty. Możecie się naradzić i wybrać, kto chciałby być jednym bądź drugim.
Jednocześnie spojrzeliśmy na siebie. Zebraliśmy się w kółku i zaczęliśmy ustalać. Nie obyło się bez drobnych kłótni, ale w końcu doszliśmy do porozumienia.
- Ja, Kuba, Kamil i Julia będziemy serwisantami, a Artur zajmie się fizjoterapią.
- No to mamy ustalone. Mieszkacie w tym samym hotelu co my na 3 piętrze. Wynająłem wam dwie dwójki i jedynkę.
- A nie było czasami żadnej piątki?
- Niestety nie.
- Miałbym małą prośbę. Czy moglibyśmy spać w jednej dwójce? Zawsze mamy pokój wspólnie - poprosił najstarszy.
- Nie będzie wam niewygodnie?
- Ależ skąd.
- W takim razie zgoda.
Poszliśmy wszyscy do hotelu. W razie kłopotów mamy udać się na 5 piętro do naszego szefa. Weszliśmy do pokoju i od razu zabraliśmy się za rozpakowanie rzeczy. Przez cały czas miałam uśmiech na ustach. Byłam bardzo szczęśliwa. Zawsze marzyłam, aby zostać serwisantem, każdy z nas o tym marzył. Dlatego moi kumple nie mogli przegapić takiej okazji. Będę im za to wdzięczna do końca życia. Po wypakowaniu się, rozłożyliśmy śpiwory, które wzięliśmy na wszelki wypadek. Jak to mieliśmy w zwyczaju, ja spałam pośrodku. Spojrzałam na zegarek. 22:24.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. Jutro czeka nas trochę pracy i z tego, co słyszałam, musimy wcześnie wstać.
- Serwisanci muszą. Ja mogę nawet przyjść do pracy po południu.
- I to jest jedyny plus - walnęłam się ręką w głowę. Przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do kuzyna. Wyjęłam telefon z kieszeni i wystukałam sms do niego.
,, Wszystko w porządku. Po rozmowie. Idę spać. Dobranoc, śpij dobrze".
,, Cieszę się, słodkich snów".
- Dobrej nocy wam wszystkim.
- Dobrej - odpowiedzieliśmy chóralnie. Przewróciłam się na bok i zamknęłam oczy. Dopóki nie zasnęłam, rozmyślałam o jutrzejszym dniu i szansie, którą dostałam.
_______________________________________________________________________________
No i jest pierwszy rozdział. Dopiero zaczynam moją przygodę z pisaniem i prosiłabym was o szczere komentarze, co o tym sądzicie :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)