czwartek, 31 marca 2016

Rozdział VIII

- No to do zobaczenia za dwa tygodnie - odezwał się jako pierwszy Anze. Uśmiechnęłam się słabo i zaczęliśmy się po kolei przytulać na pożegnanie. Razem z chłopakami jedziemy do domu. Mamy przerwę w pracy, ponieważ dyrektor uparł się, abyśmy zaliczyli jakieś egzaminy. Tak bardzo nie chciałam ich opuszczać. W tak krótkim czasie zdążyłam się do nich przyzwyczaić. Będzie mi ich brakować. Wzięliśmy swoje bagaże i skierowaliśmy się w stronę samolotu. Ostatni raz spojrzałam na nich. Pomachali nam i wyszli z lotniska. Usiadłam na miejscu. Wystartowaliśmy. Wpatrywałam się w widok za oknem. Chmury tworzyły przedziwne obrazy. Zapomniałam wyłączyć telefonu. Odblokowałam ekran i zauważyłam, że dostałam wiadomość. Szybko ją odczytałam.

,,Miłego lotu. Będę tęsknić".
Nadawcą był Domen. Wystukałam jak najprędzej.
,,Dziękuję. Też będę tęsknić. Powodzenia na zawodach".

Między mną a nim wywiązała się pewna więź. Zachowujemy się jak brat i siostra. Pocieszamy się wzajemnie, doradzamy i zapewne jakby miała stać się nam jakaś krzywda, bronilibyśmy siebie. Przechodziła stewardessa i poprosiła o wyłączenie komórki. Posłusznie to zrobiłam. Postanowiłam się zdrzemnąć. I tak nie mam co robić.

Wylądowaliśmy. Rozejrzałam się dookoła. Nareszcie widzę swoje miasto. Dawno tu nie byłam. Ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze widywaliśmy znajomych ze szkoły. Z każdym zamieniliśmy parę zdań.
- No to co, widzimy się jutro w budzie - powiedział Kacper.
- Tak - odparliśmy chóralnie.
- No to siema.
Wszyscy mieszkaliśmy blisko siebie. Rozeszliśmy się na skrzyżowaniu. Kacper i Kuba poszli w jedną, Artur, Kamil i ja w drugą stronę. Jake nic nie wiedział o moim przyjeździe. Chciałam mu zrobić niespodziankę. Zapukałam do drzwi, zero odzewu. Ponowiłam czynność. Z głębi mieszkania usłyszałam szmery. Ktoś przekręcał kluczyk.
- Co do... - urwał w pół zdania Shawn. Zrobił wielkie oczy jak mnie ujrzał - Proszę proszę, kogo tu przywiało.
- Witaj.
- Co panią do nas sprowadza? - zapytał. Wywróciłam oczami i wepchnęłam się do środka. Zdjęłam kurtkę, buty i skierowałam się do salonu. Zastałam tam pozostałych domowników. Zaniemówili na mój widok. Zaśmiałam się.
- Będziecie tak siedzieć i się gapić, czy się ze mną przywitacie?
Od razu podeszli do mnie. Zamknęli mnie w szczelnym uścisku.
- Bo mnie udusicie - rzekłam ostatkiem sił. Odsunęli się ode mnie.
- Nie mówiłaś, że przyjedziesz.
- Taka mała niespodzianka - puściłam im oczko - Mam nadzieję, że reszta domu wygląda tak samo.
- Nie wliczając naszych pokoi, to tak.
- To spisaliście się na medal. Pójdę do siebie i się rozpakuję.
- Pewnie. Obiad zaraz będzie gotowy.
- Okej - krzyknęłam wchodząc po schodach. Z kieszeni spodni wyjęłam kluczyk i otworzyłam pokój. Nic się nie zmieniło. Poduszki ułożone dokładnie tak, jak je zostawiłam. Żaden plakat nie jest naruszony, zdjęcia wiszą w tym samym miejscu. Wcześniej myślałam, że Luke dorobił klucz, aby trochę nabałaganić. Wie, że nienawidzę nieporządku i często kiedy gdzieś wychodziłam, przez moje cztery ściany przechodził huragan. Dlatego teraz nie zostawiam otwartego pokoju. Nie chcę, by cokolwiek zostało ruszone. Ułożyłam wszystkie ciuchy w szafie, powyjmowałam książki odstawiając je na półkę i rozpakowałam pozostałe rzeczy. Opadłam na łóżko. Zastanawiałam się, co robią Słoweńcy. Zaczyna mi ich brakować. Tych docinek z ich strony i przeróżnych żartów. Nie wiem jak wytrzymam te dwa tygodnie. Na pewno będzie ciężko. Zeszłam do pozostałych. Po korytarzu roznosił się smakowity zapach. Zajrzałam do kuchni. Luke z Shawnem coś gotowali. Podeszłam do nich po cichu. Nawet nie zauważyli, że znajduję się pośród nich.
- Co tam pichcicie? - szepnęłam. Podskoczyli w miejscu na co zareagowałam śmiechem.
- Możesz nas tak nie straszyć? Zawału o mało przez ciebie nie dostałem. Zaraz będzie gotowe.
- Ciekawe tylko czy jadalne - westchnęłam. Blake mówił coś jeszcze pod nosem. Nałożył mi wielką porcję. Chyba pomylił mnie z Jakiem. Uniosłam brwi do góry patrząc na niego.
- No co? Prosto z podróży to na pewno głodna jesteś.
- Nie aż tak. Człowieku, tym możesz wykarmić dziesięciu chłopa.
- Widać, że dawno z nami nie przebywałaś. Billy zjada taką lub większą ilość codziennie.
Zapomniałam. Farrel je za nas wszystkich i ciągle jest głodny. Najlepsze jest to, że on w ogóle nie tyje. Nie wiem, jak on to robi. Odkąd tu przyjechałam coś mi nie pasowało. Jest tutaj zdecydowanie za cicho.
- Gdzie Lily?
- W ogrodzie. Już myślałem, że nie zapytasz o swojego ukochanego psiaka.

Czym prędzej wyszłam na zewnątrz. Zagwizdałam parę razy. Tuż obok mnie znalazła się moja psina. Można powiedzieć, że rzuciła się na mnie. Przewróciłam się na ziemię. Mała cały czas lizała mnie po twarzy. Strasznie się cieszyła, że mnie widzi. Z resztą ja tak samo. Nie rozumiem, jak mogłam o niej zapomnieć. Po dobrych kilkunastu minutach wreszcie zeszła ze mnie i mogłam spokojnie wstać. Znalazłam jej ulubioną piłeczkę i rzuciłam ją. Pobiegła za nią i przyniosła mi. Nie mogła ukryć swojego entuzjazmu. Widocznie nikt nie zajmował się Lily tak, jak ona potrzebuje. Jest to owczarek australijski i uwielbia być w centrum uwagi. Ma dwa kolory oczu, brązowy i niebieski. To czyni ją wyjątkową. Pamiętam jak pierwszy raz ją zobaczyłam. Poszłam do schroniska zobaczyć, czy nie mają jakiegoś szczeniaczka. Wtedy jeden z pracowników przyjechał i ją przywiózł. Była taka śliczna. Musiałam ją wziąć. Od tego czasu mieszka z nami. Zmęczona bieganiem za piłką położyła się na trawie i odpoczywała. Pogłaskałam ją jeszcze przez chwilę i poszłam sprawdzić, co robią chłopacy. Oglądali jakiś durny wyścig. Odchrząknęłam. Nawet na mnie nie spojrzeli. Wyłączyłam telewizor. Towarzyszyły temu jęki i proszenie o oddanie pilota.
- Poróbmy coś razem a nie siedzicie bezczynnie.
- W takim razie, co chcesz porobić?
- Chociażby pograć w piłkę.
Mocno się zdziwili. Nigdy nie chciałam zagrać z nimi w nogę. Nienawidziłam tego sportu. Jednak przebywając z całą kadrą zostałam zmuszona do wspólnego grania i w końcu to polubiłam. Zgodzili się niemal natychmiast.

Dość sprawnie się podzieliliśmy. Ja jako, że nie potrafiłam się kiwać, stałam na bramce. Od razu tego pożałowałam. Dopadła ich chyba jakaś chwilowa amnezja, bo zapomnieli, że jestem dziewczyną, ponieważ strzelali z tak ogromną siłą, że nasza prowizoryczna bramka zaczęła powoli się psuć. Za którymś razem dostałam mocno w rękę. Kompletnie jej nie czułam. Zawyłam z bólu. Spojrzałam na swoje palce. Serdeczny ewidentnie był wybity. Przenieśliśmy się do domu.
- Wie ktoś może, gdzie mamy apteczkę?
Walnęłam się w czoło. Zupełnie nie orientują się w swoim domu.
- Tam gdzie kubki tylko głębiej - odparłam. W końcu udało mu się znaleźć. Wyjął bandaż. Kuzyn puknął mnie w ramię.
- Teraz trochę zaboli, także patrz mi w oczy i pomyśl o czymś przyjemnym - powiedział. Kiwnęłam głową. Wziął moją rękę i po chwili naprostował palec. Głośno pisnęłam. To naprawdę bolało. Usztywnili mi go. Podziękowałam i skierowałam się do swojego zacisza. Usiadłam i wzięłam laptopa. Przeglądałam różne strony. Oczywiście pospamowałam również do idoli na twitterze. Jestem typową fangirl. Wszędzie mam jakiegoś ulubieńca. Ktoś dzwonił do mnie na Skype. To Domen. Odebrałam. Przed oczami ujrzałam uśmiechniętą od ucha do ucha twarz chłopaka. Sama mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Cześć. Jak minął dzień?
- Jakoś zleciał, a jak u was? Treningi się udały?
- Tak tylko Anze trochę niezadowolony, bo nie doleciał do punktu K.
- Jutro z pewnością pójdzie mu lepiej.
- Co ci się stało? - zwrócił uwagę na bandaż.
-Wybiłam sobie palca, jak stałam na bramce.
- O Julia! - dostrzegłam Petera. Przysiadł obok swojego brata. Objadał się słodyczami. Gdyby Goran to widział.
- Hej Peter. Życzę wam powodzenia jutro w kwali. Będę oglądać i trzymać kciuki.
- Dzięki - powiedzieli w tym samym czasie.
- Stęskniliśmy się za wami - starszy zrobił podówkę z ust. Wyglądał śmiesznie.
- Też tęsknimy. Mam nadzieję, że te dni szybko zlecą.
- Muszą. Przepraszamy cię, ale musimy już kończyć. Janus jest na nas cięty i każe nam być o 21 w łóżkach. Jeśli do nas wejdzie i będziemy gadać to nieźle się wkurzy - wytłumaczył młodszy. Spuściłam głowę i starałam stłumić śmiech. Nie wierzę, że zaczynają bać się swojego trenera. Ciekawe jakich zaczął używać metod wobec nich.
- Jasne rozumiem. Kolorowych.
- Kolorowych - rozłączyłam się. Odstawiłam sprzęt i również się położyłam. Jutro szkoła, więc trzeba się wyspać. Mam nadzieję, że nie będzie ciężko.

_____________________________________________________________________________________

Już ósmy ;) przepraszam, że spóźniony, ale szkoła. Rozdział trochę inny od pozostałych, ale mam nadzieję, że wam się podoba. Jak trzymacie się po weekendzie bez skoków? Ja osobiście ciężko

Do napisania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz