Budzik zadzwonił równo o siódmej rano. Wyłączyłam go, aby nie drażnił
już pozostałych lokatorów i mozolnie wstałam z łóżka. Skierowałam się do
łazienki. Przemyłam twarz wodą i szybko się przebrałam. Wychodząc z
pomieszczenia dostrzegłam, że trójka moich ,,współpracowników" też stała
na nogach. Widocznie również nie chcieli się spóźnić. Usiadłam na
śpiworze i czekałam aż chłopacy się przygotują.
Aby dostać się do miejsca pracy musieliśmy przejść przez tak zwane
miasto skoczków. Po dobrych kilku minutach udało nam się znaleźć drzwi z
flagą Słowenii. Otwierając je ujrzeliśmy cztery stoły oraz narty
stojące w jednym z rogów. Szybko zabraliśmy się za swoje obowiązki. Po
kolei wzięliśmy po parze nart, wyszukaliśmy smary i zaczęliśmy je
smarować. Bardzo lubię to robić. Jest to dla mnie pewnego rodzaju
odprężenie i mogę pozbierać swoje myśli w całość. Pamiętam jak kumpel
mojego kuzyna, Shawn, uczył mnie tego fachu. Przez miesiąc, za każdym
razem robiłam coś źle. Już mi się wydawało, że nigdy nie nasmaruje
idealnie, ale w końcu się udało. Cieszyłam się wtedy jak małe dziecko.
Powoli kończyłam trzecią parę, kiedy między nami pojawił się mężczyzna,
który wczoraj towarzyszył panu Goranowi przy rozmowie.
- Jak wam idzie?
- Wspaniale, prawie gotowe.
-To dobrze. Mam do was prośbę. Jeżeli ktoś z innych drużyn zapyta się ile macie lat, to powiedzcie, że jesteście pełnoletni.
- Jasne - przytaknęliśmy. Całe szczęście, że o tym przypomniał.
Narazilibyśmy siebie i ich na niepotrzebne nikomu kłopoty. Jako
niepełnoletni nie mamy prawa pracować i tak dalej. Dlatego nawet nie
podpisywaliśmy żadnej umowy. Ja bym się nie wydała, ale za chłopaków
głowy bym nie dała. Są mało rozważni i często pakują nas w różne
tarapaty.
Odstawiłam wszystko i wyszłam jako ostatnia. Na zewnątrz było zimno, w
dodatku wiał silny wiatr. Wzrokiem szukałam któregoś z przyjaciół, ale
nic z tego. Pewnie są w hotelu i jedzą obiad albo poszli pozwiedzać
miasto. Ja zaś sama udałam się do pokoju. Żadnej żywej duszy. Usiadłam
na łóżku i położyłam laptopa na kolanach. Zalogowałam się na Skype i
przeglądałam nowe wiadomości. Nagle wyświetliło mi się połączenie
przychodzące od Jake'a. Szybko je odebrałam.
- Witaj - uśmiechnął się szeroko.
- Siema - odwzajemniłam gest.
- I jak tam, wszystko w porządku? - zapytał.
- Tak, jest okej. Skończyłam dzisiaj wszystko co do mnie należało i mam czas wolny. A jak u was?
- Nudy jak zawsze...
- Cześć Julka! - zza kuzyna wyłonił się Billy. Trzymał w ręku talerz z żelkami i puszkę coli - Wracaj, tęsknimy za tobą.
- Spokojnie, to dopiero pierwszy dzień. Poza tym, możemy ze sobą pisać.
- Jeśli będziesz odpisywać, bo z tobą różnie bywa - powiedział.
- Teraz mam mniej czasu, ale kiedy tylko nadarzy się okazja, to napiszę albo zadzwonię.
- Trzymam cię za słowo - puścił mi oczko - Jake, masz 15 minut, aby przygotować się na imprezę.
- I kto będzie was pilnować żebyście się nie upili? Oj zginiecie beze mnie.
- Niektórzy już zginęli. Shawn nie ma co jeść i nie może znaleźć swoich ubrań.
- Jak zrobiliście taki bałagan, to się nie dziwię - wtrącił brunet - Dobra, to my spadamy. Trzymaj się.
- Pa, do następnego - rozłączyłam się. Posprawdzałam jeszcze parę
rzeczy i zaczęłam się nudzić. Wyjrzałam przez okno. Mieliśmy stąd piękne
widoki. W oddali dość wyraźne zarysy gór pięknie komponowały się ze
słoneczną pogodą. Trochę bliżej duży, zielony las i oczywiście miejsce,
gdzie każdy może odpocząć. Znajdowały się tam ławki i most, który
prowadził w dolinę. Postanowiłam wyjść i porobić jakieś ładne zdjęcia,
żeby potem pokazać znajomym.
Na początku fotografowałam samą skocznie, a potem krajobraz. Usłyszałam
znajomy głos. Odwróciłam się w tamtą stronę. W oddali stali Kuba i
Artur. Wołali mnie do siebie. Podchodząc coraz bliżej spostrzegłam, że
za nimi stoi kilku innych chłopaków. Stanęłam obok nich i powiedziałam
krótkie ,,cześć". Przyglądałam się osobą będącym naprzeciw mnie. Jako,
że oglądałam skoki od małego, mogłam bez zastanowienia powiedzieć, kogo
widzę. Od prawej strony był Robert Kranjec, Jurij Tepes, Jaka Hvala,
Anze Lanisek oraz dwóch braci Prevc - Peter i Domen. Ten drugi, z tego
co się orientuję, będzie debiutował w tym sezonie.
- A oto nasza Julia - rzekł blondyn. Każdy chciał podejść i się
przedstawić, ale słysząc smiechy, zastygli w bezruchu i bacznie
obserwowali moich przyjaciół - Nie musicie mówić jak się nazywacie, ona
zna was wszystkich. Co tydzień oglądała skoki, nawet letnie zawody -
wyjaśnił jeden z nich ciągle się śmiejąc. Nie rozumiałam dokładnie, co
jest w tym śmiesznego, ale przyznajmy szczerze, oni są dziwni.
- W takim razie bardzo nam miło.
- Mnie również.
- O, Goran idzie - wskazał palcem Anze. Faktycznie, ich trener podążał ku nam.
- Mam dla was dobrą wiadomość, zwolnił się pokój pięcioosobowy i jest do waszej dyspozycji.
- Dziękujemy panu.
- Nie ma za co. Widzę, że większość zdążyła się już zapoznać - odrzekł podając mi klucz.
- Tak. To my w takim razie pójdziemy się przenieść.
- Poczekajcie, pomożemy wam - zaproponowali.
- Skoro chcecie.
Z pomocą Słoweńców poszło nam dwa razy szybciej ze względu na to, że
nigdzie nie mogliśmy znaleźć Kacpra i Kamila. Usiedliśmy na łóżkach i
rozmawialiśmy dość długo. Opowiadaliśmy trochę o sobie, rodzinie,
znajomych, najgorszych wspomnieniach z dzieciństwa i wielu innych
rzeczach.
- O, tu jesteście - odezwał się stojący w progu Kamil. Kacper przecisnął
się obok niego i od razu zaczął się witać z gośćmi. Ten, nie chcąc
wyjść na głupiego, poszedł w jego ślady.
- Chce ktoś może pograć w fife?
- Może ja - zgłosił się Peter.
Oglądaliśmy mecz tej dwójki. Ku mojemu zdziwieniu wygrał Kacper. On jest
tak słaby, że nawet ja z nim wygrywam. Nie myślałam, że znajdzie się
gorszy zawodnik.
- Następnym razem pójdzie lepiej. Masz szczęście, że nie grałeś z małą.
Nie wiedziałam dokładnie, czy nazywając mnie ,,małą" miał na myśli to,
że jestem najmłodsza, czy chodziło mu o mój wzrost. W końcu każdy
przewyższał mnie o co najmniej głowę. Ni stąd, ni zowąd rozpoczęła się
bitwa na poduszki. Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Niektórzy cały
czas się przewracali i każdemu towarzyszył przy tym głośny śmiech. Nagle
drzwi się otworzyły i stanął w nich pan Goran. Artur, będący jeszcze w
ekstazie, rzucił w niego jedną z poduszek. On tylko się uśmiechnął.
- Chciałem przypomnieć, że jutro są zawody i trzeba będzie rano wstać.
- Faktycznie, późno się zrobiło. To my się zbieramy. Dobranoc.
- Dobranoc - zostaliśmy sami. Chłopacy pograli jeszcze w jakieś gry, a
ja cierpiąc na nudę położyłam się spać myśląc o jutrzejszym konkursie.
Będę miała okazję zobaczyć rywalizację pierwszy raz na żywo, nie przed
szklanym ekranem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A oto drugi rozdział. Chciałabym, abyście napisali tak szczerze, co o
tym sądzicie. Komentarze naprawdę bardzo motywują, w szczególności te
negatywne, także wyraźcie swoje zdanie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz