środa, 16 marca 2016

Rozdział V

- Wsiadajcie wszyscy, ja zaraz przyjdę - rzekł Goran i ulotnił się za autokarem. Wyjeżdżamy dzisiaj do Innsbrucka. Przed nami około piętnaście godzin jazdy. Zajęłam jedyne wolne miejsce, pomiędzy braćmi. Nie lubię wybierać się w tak długie podróże, ponieważ nie  umiem zbyt długo usiedzieć na miejscu. Muszę coś robić, nieważne co. Każdy czekał na to, aż Janus w końcu nadejdzie. Nie było go od ponad dwudziestu minut, a mieliśmy już dawno wyjechać. Po jakimś czasie wreszcie się pojawił.
- Przepraszam, że tak długo czekaliście. Kadra Japonii miała problemy techniczne i wszyscy im pomagaliśmy - usprawiedliwił się - No to co, ruszamy w drogę - klasnął w dłonie, na co kierowca odpalił silnik i wyjechaliśmy z parkingu. Panowała zupełna cisza. Każdy był czymś zajęty. Po ostatnich dniach spędzonych z nimi, nie sądziłam, że mogę doczekać takiej chwili. Oparłam głowę o siedzenie. Z plecaka wyciągnęłam swój pamiętnik. Rzadko coś zapisywałam, ale uznałam, że ostatnie wydarzenia warto było wpisać. Dużo się zmieniło. Zyskałam nowego przyjaciela, spełniam swoje marzenia i to z najlepszymi kumplami. Nigdy nie było lepiej. Mam nadzieję, że to wszystko będzie trwało jak najdłużej. Usłyszałam sygnał z Messengera. Wszyscy spojrzeliśmy na siebie i wzięliśmy telefony.
- Nie do mnie.
- Do mnie też nie.
- to mój - odezwał się Domen.
- Fajna tapeta - zauważyłam. Chłopak się uśmiechnął. Na wyświetlaczu był on i ja. Staliśmy pod skocznią i uśmiechaliśmy się od ucha do ucha.
- Przez dobrą godzinę pokazywał mi zdjęcia i pytał się, które ustawić. Sam nie mógł się zdecydować - zagadnął Peter.
- No bo sam przyznasz, miałem duży wybór.
- Faktycznie, trochę tych zdjęć narobiliśmy - wtrąciłam.
- Przynajmniej spędziliśmy miło czas.
- Zgadzam się. Teraz coś do mnie przyszło - odblokowałam ekran.

,,Siema młoda, jedziecie już?"

Nadawcą był oczywiście Jake. Odpisałam mu szybko.

,,Hej, jedziemy. Co tam słychać?"
,,Nic ciekawego tylko Billy zdał wszystkie egzaminy".
,,O, to pogratuluj mu ode mnie, a jak reszta?"
,,Pracują, śpią, imprezują i tak w kółko".
,,Czyli normalnie".
,,Tak. Będę już kończył, szef się czepia. Pa".


Schowałam urządzenie do kieszeni. Moje powieki mimowolnie się zamykały. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam...

- Przestań, bo się obudzi - usłyszałam przez sen.
- Jak będziesz się tak wydzierał, to na pewno.
- Moim zdaniem to zły pomysł.
Poczułam mrowienie na twarzy. Podrapałam się w tym miejscu. Drugi raz. Powoli otwierałam oczy. Ujrzałam chłopaków z długopisami w ręku. Uniosłam brwi do góry. Całe moje ręce były popisane. Zgadywałam, że twarz również.


- Czy wy naprawdę nie możecie dać spać człowiekowi? - powiedziałam zdenerwowana. Nie dostałam odpowiedzi. Postanowiłam ponownie się zdrzemnąć. Nie było mi to jednak dane. Anze uderzył mnie otwartą dłonią w głowę - Czego?
- Porób coś z nami, a nie.
- Co niby?
- Chociażby pograj w karty.
Przewróciłam oczami, ale ostatecznie się zgodziłam. Graliśmy w tysiąca w cztery osoby. Rozgrywka była dość zacięta. Ostatecznie wygrał Robert.

Niedługo potem dojechaliśmy na miejsce. Najpierw skierowaliśmy się odstawić i rozpakować cały sprzęt.
- Która godzina? - zapytałam.
- Dziesięć po dwunastej. Mamy jeszcze sporo czasu.
- Jakieś plany?
- Możemy iść pozwiedzać miasto - odparł Lanisek.
- Ja odpadam, pójdę się położyć.
- Na mnie też nie liczcie - odezwał się Jurij. Spojrzałam błagalnie na Petera.
- Ja muszę się mentalnie przygotować do konkursu - uśmiechnął się do mnie słabo. Kiwnęłam głową.
- A ja chętnie pójdę - zgłosił się Domen. Byłam mu wdzięczna. Nie będę skazana na samotne szwendanie się z tą grupą nieobliczalnych chłopaków. Ostatnie wyjście z nimi skończyło się na policji. Zostali zatrzymani za bójkę z kibolami. Nawet nie wiem, jak to się stało. Po prostu szliśmy sobie ze sklepu i nagle ktoś zaczął szamotać Kamila. Dla mnie to było śmieszne, ale dla pana Janusa niekoniecznie. Po powrocie z komisariatu strasznie na nich krzyczał. Powiedzieliśmy trenerowi, że wychodzimy. Z nieukrywaną niechęcią zgodził się.



Obeszliśmy wszystkie najciekawsze miejsca. Na sam koniec postanowiłam zrobić zdjęcie.
- No chłopacy, ustawcie się porządnie - poprosiłam.
- Kacper się cały czas pcha.
- Bo mnie zasłaniasz. Przesunąłbyś się trochę.
- Nie, ja wybrałem to miejsce. Znajdź sobie jakieś inne.
Wypuściłam głośno powietrze. Normalnie gorzej niż z dziećmi. Odłożyłam sprzęt na bok i podeszłam do nich sama ustalając im miejsca. Po dłuższej chwili w końcu mogłam cyknąć parę fotek. 
- Dobra daj, teraz ja zrobię zdjęcie, a ty idź się ustaw - podałam Anze aparat. Ustałam z tyłu. Każdy z nas zrobił głupie miny. Na końcu wyrzeźbiliśmy na ławce swoje inicjały. Kuba zaciął się podczas tej czynności. Jego niezdarność czasami rozbraja. Zgłodnieliśmy. W pobliżu znajdował się market. Postanowiliśmy sobie coś kupić. Ja wybrałam orzeszki, a reszta zgodnie chipsy. W samej kolejce czekaliśmy jakieś trzydzieści minut. Nie rozumiem, dlaczego w sklepach jest tyle tych kas, a tylko jedna jest otwarta. Oczywiście panie pracujące tam są tak zajęte chodzeniem, że nie mogłyby usiąść za kasą i zmniejszyć czas czekania klientów na swoją kolej. Wreszcie udało nam się wyjść. Zaczął padać śnieg. Był on bardzo gęsty i ledwo co widzieliśmy, dokąd idziemy. Parę razy zabłądziliśmy, ale po jakimś czasie udało nam się dotrzeć do hotelu. W recepcji czekały nasze bagaże. Zupełnie o nich zapomniałam. Odebraliśmy je oraz wzięliśmy klucze do pokoi. Okazało się, że mieszkamy na tym samym piętrze. Pożegnaliśmy się i poszliśmy rozpakowywać. Tym razem zajęłam pierwsze łóżko, bo Kamilowi nie odpowiadała struktura ściany. Czasami naprawdę się dziwię, że mogłam zaprzyjaźnić się z kimś takim, jak oni. Na samym początku naszej znajomości nienawidziłam ich. Za każdym razem, kiedy pojawiali się przy mnie, robili wszystko, żeby mi dopiec. Dopiero wspólny wf połączył nas węzłem przyjaźni. pokonaliśmy naszego wspólnego wroga i staliśmy się nierozłączni. Codziennie się odwiedzaliśmy, wychodziliśmy, uczyliśmy, graliśmy razem. Oczywiście zdarzały się kłótnie i to dosyć często, ale wystarczyła godzina i już byliśmy pogodzeni.
- Julia śpisz?
- Nie, a co?
- Masz może słuchawki, bo swoje popsułem?
- Pewnie - wyciągnęłam z szuflady poplątane ze sobą dwie pary słuchawek. Oddzieliłam je i podałam jedne chłopakowi.
- Dzięki wielkie. To dobranoc.
- Dobranoc.
Nigdy w życiu nie zamieniłabym takich przyjaciół na kogoś innego. Mogę im powiedzieć dosłownie wszystko i wiem, ze nie wyśmieją mnie ani nie wygadają pierwszej lepszej osobie. Staram się być taka sama w stosunku do nich. Są dla mnie jak najbliższa rodzina i chciałabym, aby pozostało tak do końca.
______________________________________________________________________________

Rozdział nie wyszedł tak jak go zaplanowałam, ale mam nadzieję, że nie jest taki zły i będzie się wam podobał :D

Do napisania! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz