sobota, 26 marca 2016

Rozdział VII

- Proszę - usłyszałam za drzwiami. Delikatnie je uchyliłam. Wchodząc głębiej spotkałam się z lodowatym powietrzem.
- Nie zimno ci tutaj?
- Może trochę.
Podeszłam do okna i zamknęłam je. Spojrzałam na chłopaka. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Czerwone, opuchnięte oczy i liczne zadrapania na twarzy. Wczorajsza impreza ładnie go urządziła. Usiadłam na skraju łózka.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Lepiej nie mówić. Pierwszy raz jest mi tak niedobrze. Głowa totalnie pęka. Ledwo co widzę na oczy.
- Jestem ciekawa ile w siebie wlałeś.
- Z tego co pamiętam to cztery piwa, dwa drinki i parę kolejek, a potem film mi się urwał.
- W którym momencie dokładniej?
- Jak grał jakiś wolny kawałek.
- Może to i lepiej.
- Co się działo dalej?
- Tańczyłeś na stole i słyszałam coś o nieudanym podrywie. Jeszcze jak szliśmy z powrotem to zwymiotowałeś i Pero trzymał ci głowę - powiedziałam tłumiąc śmiech. Ta sytuacja nie przestanie mnie bawić. Mina Petera była bezcenna.
- Matko jedyna, on mnie chyba dzisiaj zabije - chłopak złapał się za głowę - Nigdy więcej nie piję.
- Zobaczymy. Mówię ci, te twoje kocie ruchy.
- Mieli pewnie ze mnie niezły ubaw.
- Ktoś się potem przyłączył, także nie tylko z ciebie.
Niespodziewanie do pokoju wtargnęła wcześniej wspomniana osoba. W ręku trzymał butelkę wody, którą podał bratu. Ten nawet nie był w stanie złapać. Wypił kilka łyków i opadł na poduszkę.
- Ciekawi mnie, co by powiedzieli rodzice, jakby zobaczyli cię w takim stanie.
- Byłbym trupem, w sumie już w połowie jestem.
- Masz tu tabletki, powinny pomóc.
- Dzięki.
- Dobra, to ja spadam się pakować, bo niedługo wyjeżdżamy - rzekłam.
- Faktycznie, zapomniałem. Ja chyba nie będę w stanie wstać. To do zobaczenia potem Julka.
- Hej - wyszłam na korytarz. Świecił pustkami. Skierowałam się w stronę windy. Weszłam i wybrałam numer 8. Zamiast jechać w górę, pojechałam na dół. Drzwi się rozsunęły i dołączyli do mnie niemieccy zawodnicy - Severin Freund, Richard Freitag i Andreas Wellinger. Pierwszy z nich to bardzo utalentowany skoczek, mimo tego nie przepadałam ze nim. Słuchając wywiadów wywnioskowałam, że jest dość niemiły. Czułam, że mi się przyglądają. Zrobiło mi się niezręcznie. Nie lubiłam, kiedy ktoś zupełnie mi obcy patrzy się na mnie przez dłuższy czas.
- To ty jesteś serwisantką chłopaków ze Słowenii? - zapytał najstarszy.
- Tak, to ja - odparłam krótko.
- Co ten Peter jest taki dobry w tym sezonie? - odezwał się Freitag.
- Po prostu ma formę i jest coraz lepszy.
- Wszystko kiedyś mija - westchnął Freund.
- A ty i twoi koledzy nie jesteście przypadkiem za młodzi na pracę?
- Może tak wyglądamy, ale nie.
Winda się otworzyła i wszyscy wyszliśmy na tym samym piętrze. W pokoju zastałam chłopaków. Pakowali się, co można było poznać od razu. Ciuchy znajdowały swoje miejsce w każdym zakątku. Nie wiem jak potem wiedzą, która bluzka jest czyja, bo mają prawie takie same ubrania. Sama poszłam w ich ślady. Wyciągnęłam walizkę spod łóżka i wrzucałam do niej co popadnie. Nie chciało mi się już niczego składać. Ważne było to, aby się nie spóźnić, bo Goran nas zabije. Bagaż ledwo się domknął. Wyjęłam jeszcze torbę i wpakowałam w nią książki, pamiętnik oraz aparat. Teraz byłam całkowicie gotowa na wyjazd.

Czekamy od ponad godziny na parkingu. Zarówno Janusa, jak i autokaru jeszcze nie ma. Ręce całkowicie mi zamarzły. Nie wiem gdzie spakowałam rękawiczki. I tak zapewne ich nie znajdę. Artur i Kacper zasypiali na stojąco. Jeden z nich przewrócił się i wpadł w zaspę. Towarzyszyły temu nasze śmiechy. Chłopak momentalnie się obudził i wstał ze śniegu jak poparzony. Ni stąd, ni zowąd zaczęło wiać. Zrobiło się jeszcze chłodniej. Przeklęłam w myślach. Było mi strasznie zimno. Czułam, jakbym nie miała poszczególnych części ciała. Moglibyśmy wejść do hotelu, ale oczywiście Janus by nas potem nie znalazł. Zacząłby narzekać i nie skończyłby, dopóki byśmy nie dojechali na miejsce. On ma zmienne nastroje. Czasami jest zabawny, pogodny, uśmiechnięty, a nieraz irytujący, zdenerwowany i ponury. Widocznie prawie każdy Słoweniec posiada dwie osobowości. Przez to zimno nie mogłam dalej myśleć. Błagałam tylko, aby zrobiło się cieplej, bądź transport nadjechał. Wszystkie kadry już dawno wyruszyły w drogę. Słowenia musi się wyróżnić. Przyjazd ponad dwie godziny później, niż zostało to zaplanowane. Moim jedynym marzeniem w tej chwili było znalezienie się w jakimś cieplutkim miejscu z kubkiem gorącej czekolady. Jeszcze kocyk do tego i po prostu idealnie. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się. Przede mną stał uśmiechnięty Lanisek. Wczoraj był najtrzeźwiejszy z całej ekipy, także kac z pewnością mu nie doskwiera, tak jak Peterowi. Dwóch rozsądnych. Podał mi swoje rękawiczki.
- Masz. Widzę, że nam tu zamarzasz - puścił mi oczko.
- Dzięki - ułożyłam usta w półuśmiech. Nałożyłam wełniane rękawice. Od razu zrobiło mi się cieplej. Po jakimś czasie zaczęłam odzyskiwać czucie w palcach. Z każdą minutą denerwowałam się coraz bardziej. W sumie nie tylko ja, my wszyscy. Słoweński trener mógł się spóźniać ile chce, a wystarczy, że my przyjdziemy dziesięć minut później, od razu wielka afera. Na nasze szczęście, z daleka ujrzałam pana Gorana. Poinformowałam o tym resztę, bo stali tyłem. Podszedł do nas. Wyraźnie był na coś zły. Niezadowolenie malowało się na jego twarzy. Wziął kilka głębszych oddechów i powiedział:
- Zaraz będziemy wyjeżdżać. Kierowca się rozchorował i musieli znaleźć kogoś na jego miejsce. O, zdaje się, że już jedzie.
Zabraliśmy swoje rzeczy i jak najszybciej weszliśmy do środka. Zajęłam najlepsze dla mnie miejsce, tuż przy oknie. Podczas podróży lubię wpatrywać się w widoki za szybą słuchając przy tym muzyki.  Odłączam się wtedy całkowicie. Tuż obok mnie usiadł młodszy Prevc. Nasz układ siedzenia staje się powoli zwyczajem. Czasami Robert wymienia się z Jurijem, kiedy nie może wytrzymać ględzenia Kamila. Mój przyjaciel zdecydowanie za dużo mówi. Mógłby zagadać na śmierć. To jest jego największa wada. Wysłuchaliśmy jeszcze uwag od Janusa i mogliśmy zająć się sobą. Chciałam założyć słuchawki, ale Kuba siedzący z tyłu mi na to nie pozwolił.
- Pogadaj z nami, a nie.
- O wczorajszej nocy? Jak tak, to bardzo chętnie.
- Jakbyśmy jeszcze coś pamiętali - westchnęli chóralnie. Pokręciłam głową śmiejąc się. Nie będę taka okrutna i oszczędzę im gorszych szczegółów. Czekała nas dziesięciogodzinna podróż. Nie wiem jak ja wytrzymam z nimi po raz kolejny. Od jakiegoś czasu wszyscy bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Taka duża rodzina. Nie wyobrażam sobie dnia bez któregokolwiek, mimo, że często działają mi na nerwy. Wyciągnęłam z torby książkę. Wreszcie mogłam w spokoju poczytać, bo każdy był czymś zajęty. Akurat zatrzymaliśmy się na stacji. Część z nas wyszła, aby sobie coś kupić.
- Chcesz coś? - zwrócił się do mnie Jaka.
- Weź mi jakieś picie - podałam mu pieniądze. Jak szybko wyszli, tak szybko przyszli. Mają chyba jakieś turbo w nogach.
- Co tam tak zawzięcie czytasz?
- Ona nie czyta tylko chce wyjść na mądrą - odezwał się Artur.
- Nie muszę udowadniać, że jestem mądrzejsza od ciebie. Wystarczy na ciebie spojrzeć i od razu wiadomo, że ma się do czynienia z idiotą - wytchnęliśmy nawzajem języki - Wracając do twojego pytania czytam ,,Więźnia labiryntu".
- Czytałem, bardzo fajne. Najlepsza jest trzecia część. Nie będę ci niczego zdradzał.
- I będę ci za to wdzięczna.
Ruszyliśmy z powrotem. Zaczęliśmy się wygłupiać. Biliśmy się jaśkami, laliśmy wodą i wiele innych rzeczy. Zdziwiłam się, że nikt nie zwracał nam za to uwagi. Nawet kierowca siedział cicho. Nie powiem, te zabawy trochę mnie zmęczyły.
- Czas spać, żeby być gotowym na jutrzejszy dzień - powiedział Jurij. Przyznaliśmy mu racje. Przykryliśmy się kocami i próbowaliśmy zasnąć.
- Julia? - usłyszałam głos Domena. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
- Tak?
- Mógłbym położyć głowę na twoim ramieniu? W takiej pozycji jest mi lepiej zasnąć. Zawsze kładłem na oknie, a teraz...
- Jasne spoko, nie będzie mi to przeszkadzało - wyszeptałam, bo nie wiedziałam, czy ktoś przypadkiem nie zasnął. Chłopak niepewnie oparł się o moje ramię. Cicho zachichotałam. Nastała wszechstronna cisza. Można było usłyszeć tylko dźwięk silnika.
- Patrzcie jak słodko.
- Ej, zróbmy im zdjęcie.
- Piękna para.
Zorientowałam się, że mówią o naszej dwójce. Nawet nie dadzą spokojnie zasnąć.
- Chłopaki -zwróciłam się do nich podirytowana - idźcie spać. Sen dobrze wam zrobi.
- Dobra, ale i tak uważamy, że ładnie razem wyglądacie.
- Tak tak, cieszę się. Dobranoc.
Dostałam jeszcze kopniaka przez siedzenie. Zostało nam mało czasu na wyspanie się. Odliczyłam od dziesięciu w dół i powoli usnęłam.
_________________________________________________________________________________________________

Jest kolejny. Przepraszam, że nie było w środę, ale miałam drobne problemy.
Mam nadzieję, że wam się podoba :D

Do napisania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz