Przez całą noc nie mogłam spać. Kamil i Artur co chwila chodzili do
łazienki robiąc przy tym wielki hałas. Przewalali krzesła, wpadali na
ścianę i nie wiem co jeszcze. Kacper i Kuba nie trafili do łóżek i spali
na podłodze. Nigdy więcej nie pozwolę im pić. Zapomniałam, że
nastawiłam budzik i zadzwonił równo o 7:00.
- Matko jedyna, kobieto wyłącz to.
- Już, przepraszam.
- Chcesz nas zabić?
- A co ja takiego robię?
- Głowa pęka, a ty nam z budzikiem wyjeżdżasz?
- Trzeba było tyle nie pić.
- Nie wypiliśmy tak dużo. Nasi rodacy stawiali. Żal było przegapić taką okazję.
Pokręciłam głową z politowaniem. Typowy Polak.
- Jestem ciekawa, co powie Janus, jak was zobaczy.
- Co ma mówić, pił z nami.
- Co?
- No, zaprosiliśmy go. Facet nadaje się na imprezy, mówię ci.
- Wolę, żebyś mi nie opowiadał. Idę się przejść.
Poszłam na skocznię. Przyglądałam się przygotowaniom do jutrzejszych
kwalifikacji. Mnóstwo ludzi stało na zeskoku. Z tej odległości nie
widziałam dokładnie, co robią. Muzyka grała w najlepsze. Obok mnie
przechodzili różni skoczkowie i ich trenerzy. Każdy zakątek tętnił
życiem.
- Często zaczynają o tak wczesnej porze - powiedział ktoś za moimi plecami.
- Domen, ale mnie wystraszyłeś.
- Przepraszam Jak się spało?
- Szkoda gadać, przez chłopaków ledwo co oko zmrużyłam.
- Ja tak samo. Anze zaczął mi opowiadać różne historie ze swojego życia. Od niektórych aż się niedobrze robiło.
Zaśmiałam się. Chciałabym usłyszeć o czym on mówił. Myślałam, że oni są dość poważni. Od początku uważałam ich za takich.
- Wiesz, że trener był z nimi?
- Coś słyszałem, podobno on rozkręcił całą zabawę.
- Nie wyobrażam sobie tego.
- Ja też nie. Robisz zdjęcia? - zapytał zauważając w mojej dłoni aparat.
- Czasami, rano jest lepsze światło.
- Daj na chwilę - podałam mu sprzęt. Uruchomił go i zaczął mnie fotografować.
- Przestań - zasłoniłam obiektyw ręką.
- Dlaczego? Ładnie wychodzisz.
Zrobiliśmy sobie sesję świetnie się przy tym bawiąc. Niektóre nasze miny
rozśmieszały do łez. Nim się obejrzeliśmy, nastało południe.
- Przypominam ci tylko, że przegrałeś zakład i musisz coś zrobić.
- Dobra, chodź.
Poszliśmy do hotelu. Weszliśmy do windy. Prevc nacisnął guzik z cyferką
7. Niestety, w pokoju nikogo nie zastaliśmy. Czyżby Peter był aż taki
pijany, że nie wrócił na noc i chłopacy o nim zapomnieli? Nie, to
niemożliwe. Postanowiliśmy pójść do kwater pozostałych zawodników. Tam
również nikogo nie było. Nagle mnie oświeciło i udaliśmy się do mnie.
- Mówiłam, że tutaj będą - rzuciłam wchodząc.
- A my się zastanawialiśmy, gdzie was powiało.
- Najpierw na skocznie, potem szukaliśmy was.
Spojrzałam wymownie na Domena. On szybko usiadł niedaleko swojego
brata i wpatrywał się w niego. Ewidentnie był speszony przez tak dużą
ilość osób w pomieszczeniu. Przełknął ślinę, zamknął oczy i powiedział.
- Peter, muszę ci coś powiedzieć.
- Wal śmiało.
- No bo ten...mmm... Jakby to... Będę ojcem.
Zapadła grobowa cisza. Wszyscy patrzyli ze zdziwieniem na bruneta. Ja
w środku płakałam ze śmiechu, ale próbowałam się opanować. Zasłoniłam
twarz włosami. Pero podrapał się po głowie i zamyślił. Czekaliśmy, aż
coś powie.
- Wcześnie zacząłeś. Jak ma na imię matka? Znam ją?
- To Julia - odparł nieśmiało. Zrobiłam wielkie oczy. Nie wierzę, że on to powiedział. W tej chwili chciałam go tylko zabić.
- Ładnie żeście zaczęli znajomość - zaśmiał się Kamil. Spuściłam głowę zażenowana tą sytuacją.
- Oni znają się ledwo ponad tydzień. Domen czy ty jesteś aż tak nieodpowiedzialny?
- Stary wiele osób tak robi. Młodzi są, dadzą radę z wychowywaniem dziecka.
- Ciekawe jak. On przez zimę będzie skakał. Dochodzą jeszcze treningi i letnie zawody.
Czułam, jak moje policzki robią się czerwone. Nigdy jeszcze nie
znalazłam się w tak niekomfortowej sytuacji. Matko, co oni muszą sobie o
mnie myśleć.
- Chyba najlepiej zrobimy, jak pójdziemy do Gorana.
Przestraszyłam się nie na żarty. Mam nadzieję, że Domen w odpowiednim
czasie powie im, o co chodzi. Ta cisza coraz bardziej mnie przerażała.
Na całe szczęście usłyszałam śmiech skoczka.
- Co jest w tym śmiesznego młody? - zapytał poddenerwowany brat.
- Tak tylko was wkręcałem, bo przegrałem zakład.
Ulżyło mi niesamowicie. Peter zrobił dość srogą minę, ale sam w końcu
zaczął się śmiać. Artur szturchnął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego.
- Ty kazałaś mu to powiedzieć - bardziej stwierdził, niż zapytał.
- Cii - puściłam mu oczko śmiejąc się.
- Więcej mnie tak nie strasz brat.
- Jasne - poklepał go po ramieniu.
Niektórzy już się rozeszli, aby zatelefonować do rodzi, a Anze i młodszy
Prevc zostali i grali razem z Kubą w grę. Ja w tym czasie odpisywałam
na wiadomości. Tęskniłam za znajomymi ze szkoły i za odpałami na
lekcjach. Moja klasa była wyjątkowa. W żadnej nie było tylu śmiesznych
osób. Mimo to, jesteśmy najgrzeczniejsi w szkole. Usłyszałam pisk, który
odbił się chwilowo na moim słuchu. Mój przyjaciel przegrywał trzema
bramkami i nie mógł się z tym pogodzić. Jest bardzo drażliwy na punkcie
przegranej w fifę. Pokręciłam głową na jego zachowanie i wróciłam do
poprzedniej czynności. Zobaczyłam, że Jake jest dostępny. Postanowiłam
do niego zadzwonić, bo dawno nie rozmawialiśmy. Odebrał niemal od razu.
- No siema, czemu się nie odzywałaś?
- Jakoś nie miałam za dużo wolnego czasu. Co tam słychać?
- Wszystko po staremu.
- Czy możecie gadać ciszej? Potrzebuję się skupić! - usłyszałam Billy'ego.
- Uczy się na egzaminy i jest wściekły na wszystko - wyjaśnił kuzyn.
- Rozumiem.
- Witaj Jake! - dosiadł się do mnie blondyn.
- Cześć stary, co robicie?
- Obecnie dwójka się ulotniła, a jeden amator próbuje wygrać mecz.
- Słyszałem to! Dla twojej wiadomości wygrywam! Anze nie jest taki dobry - wszyscy się zaśmialiśmy.
Gadałam z Wilsonem bardzo długo. Nawet Lanisek się dołączył. Okazało
się, że mają podobne zainteresowania. Wymienili się numerami i umówili
na spotkanie, kiedy sezon się skończy. W piątkę wyszliśmy na zewnątrz.
Poszliśmy na spacer do lasu. Chłopacy, słysząc jakiś dziwny dźwięk,
uciekli jak poparzeni. Ledwo ich dogoniliśmy. Zaczęło się ściemniać.
Przeszliśmy do miasta skoczków, gdzie spotkaliśmy pana Janusa.
- Dobrze, że was widzę. Jutrzejszy trening przeniesiony jest na godzinę 13:00. Błagam, nie spóźnijcie się, zwłaszcza ty, Anze.
- Ja nigdy się nie spóźniam trenerze.
- Ostatnie przyszedłeś 20 minut po zakończeniu zebrania, które trwało
godzinę - zauważył chłopak. Lanisek wymierzył mu piorunujące
spojrzenie.
- Radzę wam wracać do hotelu, bo robi się coraz zimniej.
Posłuchaliśmy go. W windzie nie mogliśmy się rozstać. Jeździliśmy z jednego piętra na drugie.
- Dobra, będziemy już szli, bo się winda w końcu zepsuje.
- Julia, powysyłałabyś mi dzisiejsze zdjęcia?
- Pewnie.
Wymieniliśmy się numerami i pożegnaliśmy. Wzięłam aparat z szafki i
podłączyłam do laptopa. Zgrałam wszystkie zdjęcia na niego, a potem na
telefon. Wysłałam Domenowi wszystkie jego i nasze wspólne zdjęcia.
,,Wielkie dzięki. Fajnie się dzisiaj bawiłem".
,,Ja też. Idę spać. Dobranoc".
,,Do zobaczenia jutro".
Odłożyłam wszystko i zgasiłam lampkę. Ułożyłam się wygodnie i powoli usnęłam.
__________________________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba :)
Do napisania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz