Pierwsze zawody sezonu 2015/16 właśnie się rozpoczęły. Sprawdziliśmy
jeszcze, czy wszystko jest gotowe i razem z chłopakami udałam się do
jednego z telewizorów, by obejrzeć całą rywalizację. Jako kibic byłam
bardzo podekscytowana. Z wielką uwagą patrzyłam na każdego zawodnika.
Rozpoznawałam większość. Przyszła kolej na Domena. Jak to miałam w
zwyczaju, zacisnęłam ręce w pięści i kiedy chłopak wybijał się z progu,
wypuściłam powietrze. Oddał dobry skok. Został po nim liderem i czuję,
że pozostanie na miejscu przeznaczonym dla niego dość długo.
Czekaliśmy z niecierpliwością na to, aż na belce pojawi się Peter.
Skoczył bardzo daleko. Po pierwszej serii zajmuje on drugie miejsce.
- Stary brawo. Jeszcze jeden dobry skok i masz szanse być pierwszy - poklepał go po ramieniu Kacper.
- Mam nadzieję, że się uda.
- Spoko brat, będziemy trzymać za ciebie kciuki.
Na górze pozostała dwójka najlepszych. Pero oddał skok na odległość
138m. Niestety, nie dał mu pozycji lidera. Przychodząc do nas,
zauważyłam, że jest zdenerwowany.
- Spokojnie, następnym razem pójdzie ci lepiej - próbowali go pocieszyć.
- Niech ta zła passa w końcu minie - westchnął. Chciał wygrać ten
konkurs żeby ludzie w końcu przestali nazywać go ,,wiecznie drugim" - A
ty Domen jak?
- Super. Jestem zadowolony - odparł z uśmiechem. Faktycznie, jak na
debiutującego, młodego skoczka sklasyfikował się na wysokim miejscu. Z
pewnością jest on przyszłością słoweńskich skoków.
- Idziemy do pokoju w coś zagrać? - zaproponował Artur.
- Jasne - wszyscy zawodnicy przytaknęli.
- To ja pójdę jeszcze na dekoracje i zaraz do was przyjdę - odparł Prevc. Odmeldowaliśmy się u Janusa i poszliśmy do hotelu.
Najpierw grał Artur z Robertem. Rywalizacja była zacięta, ale ostatecznie zwyciężył Kranjec.
- My się będziemy już zbierać. Dobranoc wszystkim. Do zobaczenia jutro.
- Pa - pożegnaliśmy się.
- Fajni są co nie? - zagadnął Kuba.
- No, bardzo zabawni, mili ludzie - przyznał Kamil. Zapadła cisza.
Podniosłam się z łóżka i zobaczyłam, że chłopacy zasnęli. Zmęczenie ich
zmogło. Ja również poszłam w ich ślady.
*****************************************
- Jesteście nienormalni, słowo daję.
- Wcale nie, każdy czasami musi zrobić jakąś głupotę.
Mieliśmy czas wolny, więc poszliśmy pozwiedzać miasto. Chłopakom
zachciało się jeść. Poszliśmy do sklepu. Ci oczywiście musieli coś
odwalić, inaczej nie byliby sobą. Wybierając sobie bułki zaczęli nimi
rzucać. Pracownicy widząc to, wyprosili nas niezbyt grzecznie.
- W sumie, naprawdę trochę przesadziliście. Ciekawe, co oni teraz zrobią
z tymi bułkami - powiedział Domen. Zapomniałam, że on wybrał się z
nami. Było mi go szkoda, bo z pewnością nie jest przyzwyczajony do
takich sytuacji.
- Pozbierają i jeśli są głodni, to je zjedzą.
- Wracajmy już lepiej - pokiwałam głową.
Przez całą drogę wygłupialiśmy się, czym zwracaliśmy uwagę przechodniów.
Jedni śmieli się z nas, a inni patrzyli z politowaniem.
- Jest dużo śniegu, porzucajmy się trochę - odezwał się Kuba.
Przystaliśmy na jego propozycję. Podzieliliśmy się na dwie grupy i
rozpoczęliśmy bitwę. Na początku rzucaliśmy małe śnieżki, stopniowo
coraz większe, aż w końcu przeszliśmy do nacierania. Śmialiśmy się przez
cały czas. Później dołączyła do nas reszta kadry. Wszyscy świetnie się
bawiliśmy. Przemoknięci i przemarznięci udaliśmy się do pokoi przebrać
się i wypić ciepłą herbatę. Wgramoliłam się pod kołdrę i wzięłam
laptopa. Dawno nie sprawdzałam, co dzieje się w wirtualnym świecie.
Twitter przepełniony był hashtagami o skokach. Każdy cieszył się ze
zwycięstwa Daniela. Sprawdziłam Skype. Jake był dostępny. Zadzwoniłam do
niego. Odebrał niemal natychmiast.
- Siema młoda, co tam? - zamiast kuzyna ujrzałam Luke'a.
- O hej, niedawno wróciliśmy z miasta i teraz siedzimy w pokoju. A jak u was?
- Śpią po imprezach. Ja jako jedyny nie piłem, bądź ze mnie dumna - uśmiechnął się szelmowsko.
- No jestem, jestem. Mieszkanie ucierpiało przez wasze biby?
- Nie jest tak źle, wystarczy posprzątać.
- To dobrze. Jak w pracy?
- Trochę cisną z terminami, a u ciebie?
- Wszystko okej. Nie mam aż tak dużo do roboty.
- Muszę kończyć, sąsiadka puka, hej - rozłączył się. Odłożyłam sprzęt na półkę.
- My spadamy. Jesteśmy umówieni z Anze do klubu.
- Wpuszczają tam niepełnoletnich? - uniosłam brwi do góry.
- Chłopak ma tam wtyki. To na razie, nie szalej nam tutaj.
Zostałam sama w tych czterech ścianach. Z dolnej szuflady wyciągnęłam
książkę i powoli zaczęłam ją czytać. Mój ulubiony gatunek to książki
przygodowe. Czytając je, zawsze chciałam przeżyć tą fabułę. Autorzy mają
niesamowity styl pisania i niezwykłą wyobraźnię. Usłyszałam pukanie.
Zamknęłam książkę i powiedziałam krótkie ,,proszę". Drzwi się otworzyły i
zobaczyłam Domena.
- Cześć, mogę wejść? - zapytał.
- Jasne, siadaj - wskazałam ręką na łóżko. Nie powiem, zdziwiła mnie jego obecność tutaj - A ty nie z chłopakami w klubie?
- Chciałem pójść, nawet poprosiłem Laniska, aby załatwił mi wejście, ale Peter się nie zgodził.
- Starszy brat, rozumiem to.
- Traktuje mnie jak dziecko ze względu na to, że lubię oglądać kreskówki. Jakby sam ich nie oglądał.
Zaśmiałam się. Peter Prevc oglądający kreskówki. Chciałabym to zobaczyć.
- Chcesz się przejść na spacer? - zaproponował.
- W sumie, czemu nie - rzekłam po chwili zastanowienia.
Wybraliśmy się do parku. Zatrzymaliśmy się na moście i wpatrywaliśmy w płynący strumyk. Pogoda na szczęście dzisiaj dopisywała.
- Założysz się, że przeskoczę ten strumyk? - odezwał się chłopak.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. On tylko się uśmiechnął.
- Dobra, a o co?
- Jeśli przegrasz, to powiesz chłopakom, że w rzeczywistości jesteś mężczyzną.
- Okej, ale jeżeli ty przegrasz, to pójdziesz do Petera i powiesz mu, że będziesz ojcem.
Spojrzał na mnie wielkimi oczami, ale przystał na propozycje. Obszedł
most i oddalił się, aby wziąć rozbieg. Odetchnął głęboko, rozpędził się
i skoczył. Zatrzymał się na ziemi, ale na jego nieszczęście zachwiał
się i wpadł do wody. Nie mogłam opanować śmiechu. Widziałam jak chłopak
mówi sam do siebie i stara się jakoś przypłynąć do brzegu. Nie mógł
wydostać się na powierzchnię, bo nie był w stanie się podciągnąć.
- Ciepła woda? - nabijałam się.
- Może zamiast się śmiać, pomogłabyś mi? - powiedział lekko oburzony.
Kiwnęłam głową i podeszłam bliżej. Złapał mnie za rękę i wciągnął mnie
do strumyka.
- Jesteś wredny! - krzyknęłam w jego stronę. Teraz to on się śmiał.
Szybko wyszłam, a Domen zaraz po mnie. Postanowiliśmy już wracać,
ponieważ robiło się późno i chcieliśmy się osuszyć. Wychodząc z parku
spotkaliśmy chłopaków. Stali pod klubem. Orientując się, że im się
przyglądamy, podążali w naszym kierunku. Niezupełnie prosto.
- Nie za późno na chodzenie samemu po nieznanym mieście? - zapytał Jurij, któremu język plątał się dość mocno.
- Daj spokój, chcieli mieć choć odrobinę prywatności - Jaka puścił do nas oczko. Zza niego wyłonili się moi przyjaciele.
- Ona jest zbyt nieśmiała na takie rzeczy panowie - rzekł Kacper
trzymając pod rękę Anze, który już odleciał. Na ich widok zarechotałam,
ale szybko ucichłam, kiedy zobaczyłam Petera. Jego wyraz twarzy mnie
przerażał.
- A Domen to już w ogóle. Zachowuje się jak małe dziecko.
- Ej panowie, Polacy stawiają kolejkę - oznajmił Robert. Wszyscy, jak na
komendę, ruszyli do Kranjca nie żegnając się z nami. Popatrzyliśmy
jeszcze chwilę na nich i poszliśmy w dalszą drogę.
Młodszy z Prevców odprowadził mnie pod sam pokój.
- To do zobaczenia jutro rano.
- Pamiętaj, że przegrałeś zakład.
- W cale, że nie. Przeskoczyłem, tylko dopiero potem wpadłem.
- Ale jednak wpadłeś. A więc jutro udajemy się do Petera z piękną wiadomością.
- Niech ci będzie - wymamrotał.
- Dobranoc - przybiliśmy piątkę i weszłam do pomieszczenia. Jutro zapowiada się wyśmienity dzień.
________________________________________________________________________________________
Witam ponownie! Mam nadzieję, że rozdział się podoba :)
Jeśli przeczytałeś to pozostaw po sobie ślad, to bardzo motywuje!
Do napisania!
W imieniu administracji piszę, iż jeżeli na twoim blogu nie zostanie umieszczony link do tygodnia, nie będziesz przyjęta do spisu
OdpowiedzUsuń